eroTY (któryś z kolei)

pogłębialiśmy się duchowo

wydłubując paznokciami miąższ z wnętrzności piękna

oskalpowując je tępym scyzorykiem zapomnienia

podróżowaliśmy razem

OSÓBowym ku pręcikom tulipanów strzepując pulchny pył beztroski prosto w kielichy

elastyczny spazm rozżarzonej szyny dżwiękiem ubijał żółtą pianę przestrzenioczasu

jak trzepaczką kogel mogel za dzieciaka

penetrowałeś moje jądro

chciało się płakać śmiechem

jasności gładki nieboSKŁON był wdzięczny za rozciąganie rytmu który starł się z wyuzdaną frykcją podbrzuszauszauszauszausza uszausza usza aaaa…

przedramiona nie pozostając na moment w tyle odmawiały ustom cząsteczek CO2

lekko podczerwieniałe palce nie wiedząc co począć zatapiały sie w takt nocturna op. 37 nr. 2 w G w gęstym budyniowym pomarańczu mojego lewego pośladka

podałeś mi na srebrnej tacy

brudnoKolejny orgazm

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s