CZĘŚĆ TRZYDZIESTA PIĄTA

głęboko pod przemoknietą powieką –

mozaikową kopułą kaplicy z pokruszonych skorupek zaprzeszłych odcieni marzeń…

Przepysznopuszyste karmelkowe promienie słońca,

niepiekielne a wiekuiste, żarzące się bystrością mgławice strumieni

ciepło, wykonane z najtrwalszego,  kunsztownie zdobionego kruszca, żłobionego we fragmenty wzorów niedokończonych obrazów Buonarroti’ego

odbijam nieuzbrojony szept od, dopieszczonego dotykiem monsuna, pnia rozkwitającego dębu, z perspektywy kąta prostego.

odbijam dzwięk szelestu, powstałEGO na skutek energicznych podmuchów westchnień skrzydlatych rzęs do źdźbła trawy, w dolince Bieszczadzkiej

CZĘŚĆ ÓSMA

Z  czaszki nieokiełznanej a transcendentnej rządzy, wynurza się ona – prostolinijna Castimonia,

wprost u Twych stóp kropla rosy na bezsprzecznie rajskim, wilgotnym sklepieniu u podnuży emeraldowej ciszy.

Castimonia przynosi odbezpieczoną bąbę jądrową beztroski,

nie naruszając osi

(NIE) byt (u)

Reklamy