I

Ile jeszcze czasu musi upłynąć w rzece

byś zrozumiał że spojrzeniem, ruchem, słowem wbijasz ostrze śmiertelne w łono moje

Ty który złapałeś mnie za dłoń gdy byłam jeszcze polnym kwiatem więdnącym na widok sarny

Ile jeszcze czasu musi upłynąć w rzece

byś przemyślał czyny swoje i ukochał wrażliwość moją, która choć drży namiętnością spokoju szuka w oczach niedźwiedzich

Ty który złapałeś mnie za dłoń gdy byłam jeszcze polnym kwiatem więdnącym na widok sarny

II

Ile jeszcze czasu musi upłynąć w rzece

byś dostrzegł we mnie czarny budulec, który choć z ziemi jałowej powstały i w zbroję okuty, pnie się i piętrzy by prostotą swoją przebić głębiny duszy twojej

Ty który złapałeś mnie za dłoń gdy byłam jeszcze polnym kwiatem więdnącym na widok sarny

III

Ile jeszcze czasu musi upłynąć w rzece

byś smakując strach mój, szlif udoskonalił, kochał każdą rysę, niedociągnięcie lica mego

IV

Ile jeszcze czasu musi upłynąć w rzece

byś pokonał głód mój,

lzy namiętności płynące po policzkach do rzeki śmierci

łapał,

przyglądając się im z rzeki wyławiam i oddzielał co bledsze perły do stawu rozkoszy

Ty który złapałeś mnie za dłoń gdy byłam jeszcze polnym kwiatem więdnącym na widok sarny

V

Ile jeszcze czasu musi upłynąc w rzece

byś odkrył przede mną drogowskazy myśli twoich kryjące się na rozdrożach linii papilarnych

Ty który złapałeś mnie za dłoń gdy byłam jeszcze polnym kwiatem więdnącym na widok sarny

Kim jesteś i czy na pewno wolno mi miłością swoją nakazać tobie iść tam gdzie cisza kłania się każdemu wschodowi słońca?

Reklamy