(Z CYKLU ERO(TY)) PODCZAS GDY STARE RÓŻE W NASZYM OGRODZIE KWITNĄ

Nie kłopocz się szukaniem pieprznych wierszy narodowych wieszczy złowieszczych.

W szak z nas ssaki w sam raz.

Od wzwodu do zawodu ssanie na mą oktarynową poziomkę masz.

Wieprze nie żrą wierszy, albowiem

wiersze to

  • ustawione pod ścianą w rzędzie znaki koloru khahi
  • wysuszone na popiół pasiaki
  • łuski mentalnych przestrzeni nieczystych
  • obłoki toksycznych dymów soczystych

Zielona rybia głowa – historii kowal.

Litery to pszczoły zaklajstrowane cytrynowo-cynamonowym miodem, uwięzione w prastarych sosnowych bursztynach, mieniących się odcieniem rubinu zależnym od fazy księżyca i humoru narratora.

Porzuć Goethego i Słowackiego, Różewiczowi spokój, nie !UWAGA!.

Nie nam biec po liniach prostych, a jakże wyboistobłotnistowydmowych, wyżyłowanych wersetów.

Nie nam zdyszanym nad ranem, Mickiewiczowskie, cekinowate, trzynastozgłoskowce…

Słowa jak gumowe kostki rubika obijają się o chropowate wypukłości naszych mózgów.

A ta cisza, gdy ciepło Twojego oddechu otula mnie kokonem beztroski, pomimo tysiąciącletniej pisaniny wieszczy, wciąż nienazwana.

Oddechu Twej pierwotnej, nieskazitelnej jażni na moim łonie nie ośmielę się uwięzić w poemie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s